Ogrody Marta Góra

Phlomis russeliana – żeleźniak Russela

Obiecałam opowiedzieć o tej pięknej i niezwykle intrygującej bylinie bo odnoszę dziwne wrażenie że nie jest zbyt znana i sadzona w ogrodach. Zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo  ja uważam żeleźniaka za jedną z najbardziej  uniwersalnych bylin, namiętnie sadzę go  u siebie oraz  u moich klientów.

Nie wiem czy macie świadomość ale rodzaj Phlomis obejmuje około stu gatunków.  My jednak nie będziemy sobie nimi zawracać głowy bo większość w Polsce nie przezimuje w gruncie. Warto jako ciekawostkę zaznaczyć że tylko część gatunków to byliny i że sporą grupę tego rodzaju zajmują krzewy. Wiele  z nich krzyżuje się  w naturze  tworząc nowe formy.  Wróćmy jednak do naszego żeleźniaka.  Pochodzi z Azji Mniejszej i jest zimozieloną byliną (w naszych ogrodach może być półzimozielony)  o dużych liściach w kształcie serca.

 

Liście mają ładny kolor, są duże (mogą dorastać nawet do 20 cm długości) i z czasem gdy roślina się rozrośnie  stanowią zwartą okrywę gruntu.   Liście  trochę przypominają i wyglądem i w dotyku  liście naparstnicy purpurowej.   Świetnie zabezpieczają  powierzchnię rabaty przed wsiewaniem się chwastów.   Kwiaty pojawiają się w czerwcu.

Kwiaty dla mnie mają kolor waniliowo-bananowy, chociaż dolna warga jest ciemnożółta i widać to dopiero z bliska.  Na pędach ułożone są „piętrowo”  –  fachowo nazywa się to okółkiem;)   Pędy kwiatostanowe są mocne, dość sztywne  i potrafią wyrosnąć nawet do 1 m wysokości.

 

Ten delikatny kolor, sztywne pędy to zdecydowanie jego atuty ale chyba najbardziej pociągające dla projektantów jest  niezwykle interesujące ułożenie kwiatów.   Czyni z żeleźniaka mocny, architektoniczny akcent w ogrodzie.   Cudownie komponuję się z wieloma roślinami –  na zdjęciu powyżej przekwitłe bodziszki,   jasna kocimiętka ( Nepeta ‚Dawn to Dusk’)   i mocny akcent w postaci ślazownika (Sidalcea ‚Croftway red’)

 

Ja uwielbiam jednak zestawienia o mocniejszym natężeniu barw, są takie dynamiczne…

 

To zestawienie szałwii i żeleźniaka już kilka lat temu wykorzystałam w innym ogrodzie, niestety po jakimś czasie szałwia odmówiła posłuszeństwa w tym konkretnym miejscu… Do dzisiaj nie wiem dlaczego bo w każdym innym zakątku tego ogrodu  rośnie nader chętnie.

Zostało więc takie szaleństwo… Potem kolorystyka się zmienia, bo zmieniają się sąsiednie rośliny…

 

Generalnie żeleźniaki  świetnie rosną na suchych i ubogich glebach, cudownie kwitną w pełnym słońcu.

Ja doprawdy nie wiem, no naprawdę nie wiem  co mi strzeliło do głowy gdy kilkanaście lat temu  dostałam go od znajomych.  Fakt, że informacji w sieci było dużo mniej działa troszkę na moją korzyść,  ba był to promil tego co można znaleźć obecnie, dobrej literatury też jak na lekarstwo…  Możliwe że zapisałam jak go uprawiać gdy Zosia mi go wręczyła… a może pomyliłam z inną rośliną?

 

Tadam… oto mój pierwszy żeleźniak:)

 

Gdy mi na tej mokrej glinie i na dodatek w półcieniu  zaczynał kwitnąć praktycznie  każdego lata to pomyślałam  sobie że bez sensu go z tego miejsca wyrzucać.  Dosadziłam mu inne rośliny i tak oto powstała ta nietypowa  kompozycja  z funkiami, turzycą  (Carex elata ‚Aurea’) i hortensją pnącą ‚Mirranda’ (ona ma takie fajne obrzeżone liście).   Ten egzemplarz rośnie tam już kilkanaście lat, wprawdzie mokro już  tak bardzo nie jest jak na początku  –  sąsiednie rośliny co rok wyciągają więcej wody ale jednocześnie coraz bardziej cieniują twego biedaka.  Oczywiście z czasem  pojawił się żeleźniak w innych, bardziej  słonecznych miejscach mojego ogrodu ale wciąż na glinie.  I o dziwo daje na tej glinie radę.   Na podmokłej łące też…  Tym samym dzięki temu doświadczeniu powstał taki oto eksperyment:

Żeleźniak i ostrożeń łąkowy (konkretnie Cirsium rivulare ‚Atropurpureum’).   Dodatkowo super sprawdzają się w tym towarzystwie czosnki  (Allium giganteum)  które kwitną w mają.   Jakim cudem to w tak wilgotnym miejscu daje radę? Ano całość za plecami ma spore krzewy i rośnie na wzniesieniu –  tym samy woda spływa na trawnik i nie stagnuje na rabacie. Może posadzenie komuś w ogrodzie ostrożenia jest hmm… średnim pomysłem, ale przy dużych powierzchniach można sobie na takie szaleństwa pozwolić.   Ja zakochałam się w tym zestawieniu  – to jedno z tych na widok których myślisz zaskoczona i   zachwycona  – boże, jak ja mogłam na to wpaść:)  Ta odmiana ostrożenia  jak dotąd się nie sieje i mam nadzieję że nie będzie (bo też go mam u siebie oczywiście).   W sprzyjających warunkach sieje się za to  żeleźniak  i tym sposobem możemy mieć  więcej roślin zupełnie za darmo –   genialnie wygląda w większych grupach, sprawdzi się zwłaszcza w dużych ogrodach, w słonecznych miejscach  gdzie szybko chcemy jakaś część po prostu zadarnić.   To roślina z rodzaju tych, gdzie jedna sztuka wygląda słabo…  Można też żeleźniaki dzielić i rozmnażać  wczesną wiosną ale dość mocno przy tym cierpią.  Przy odrobinie chęci jednak można ten sposób rozmnażania uznać za skuteczny.    Roślina nie wymaga nawożenia i generalnie niczego nie wymaga. Po kilku latach co najwyżej możemy trochę  ją ograniczyć gdy za bardzo się rozrośnie.  

Najlepsza  rzecz jaką możecie  zrobić z żeleźniakiem to trzymać  z daleka od niego sekator aż do wczesnej wiosny.

Zaschnięte kwiatostany  tworzą malownicze zestawienia z jesiennymi trawami a zimą będą  ozdobą ogrodu.

 

Nie tnijcie zatem…

 

Dopiero teraz, na przedwiośniu  można poobcinać pędy i liście by troszkę te zdrewniałe części odsłonić, roślina się odwdzięczy i  ładnie oraz w szybkim czasie się zregeneruje.

Może się zdarzyć, że podmarznie, przynajmniej tutaj na południu.  Jednak przez te wszystkie lata przydarzyło mi się to raz i nigdy nie wymarzł do cna.

Można jeszcze u nas uprawiać  żeleźniaka bulwiastego (Phlomis tuberosa)  –  też coraz bardziej popularnego dzięki rozpropagowaniu go przez Pieta Oudolfa )konkretnie chodzi o odmianę ‚Amazone’).  Oczywiście jest równie piękny i ciekawy, niestety  zapomnijcie o przyrastaniu. Żeby osiągnąć pożądany efekt trzeba by posadzić naprawdę sporą ilość roślin. Na dodatek ukochana przez Oudolfa odmiana jest sterylna…

 

Mam nadzieję, że po tym poście każdy kto miał wątpliwości posadzi sobie żeleźniaka…  Ja natomiast poczekam jeszcze ze 2-3 tygodnie i  zrobię podchody z sekatorem.  Myślę też, że jeszcze gdzieś u siebie znajdę miejsce na kolejną grupę;)

 

Tekst i zdjęcia Marta Góra

    • Ewa, 14 marca 2018, 12:48 pm

    Odpowiedz

    Mam żeleżniak już 2 lata i nie kwitnie … co może być przyczyną ? Gleba gliniasta, ale na lekkim zboczu, nasłonecznienie pełne.

      • marta, 14 marca 2018, 12:56 pm
      • Autor

      Odpowiedz

      Daj mu jeszcze szansę. Może ma za dobrze (w sensie zbyt żyzną glebę) i nie chce kwitnąć?

    • błękitna, 17 marca 2018, 10:47 am

    Odpowiedz

    Mam rabatę ziołową do której 3 lata temu dosadziłam żelezniaka.Co roku na wiosnę dosiewam gaurę
    i werbenę patagońską.Efekt jest bardzo fajny.

      • marta, 18 marca 2018, 3:14 pm
      • Autor

      Odpowiedz

      Na pewno wygląda genialnie;) Przetestuję z werbeną bo niestety gaura na mojej glinie się nie sprawdza… Chyba żeby dodać gillenię trójlistną? (zaczyna mi się siać)…

    • Magda, 18 marca 2018, 12:31 pm

    Odpowiedz

    Świetnie, że popularyzujesz tę roślinę! Jest sadzona prawie we wszystkich angielskich ogrodach. Kupiłam ją kilka lat temu właśnie tym zainspirowana choć myślałam, ze pewnie nie polubi polskiego klimatu. Tymczasem rośnie u mnie fenomenalnie, też na glinie, w słońcu, w dużych grupach. Nigdy nawet nie podmarzł mimo trudnych warunków – Podbeskidzie, stanowisko niczym nie osłonięte. Jedynym mankamentem u mnie jest duży samosiew. Mimo tego nie wycinam kwiatostanów, bo są piękne w zimie.

      • marta, 18 marca 2018, 3:12 pm
      • Autor

      Odpowiedz

      U mnie aż tak się nie sieje, natomiast u klientów gdzie jest automatyczne nawadnianie to i owszem – siewek jest mnóstwo. Nasiona wymgają lekkiego przechłodzenia – to taka informacja dla kogoś kto chciałby sam wysiewać.

    • błękitna, 18 marca 2018, 5:52 pm

    Odpowiedz

    gillenia piękna jest ale nie da takiej zwiewności i „ażurowości” jak gaura.Najważniejsze,że jest mrozoodporna .Marto czy próbowałaś zimować rośliny w kompoście i czy jest to możliwe?Taka myśl przyszła mi do głowy w nocy.Bardzo lubię dalie ale ze względu na zbyt ciepłą piwnicę traktowałam je jako jednoroczne i zrezygnowałam bo żal mi roślin.Może ten kompost byłby dobry?.
    Twoje rabaty bylinowe są piękne.Dobór roślin i kolorów bardzo mi się podoba.
    pozdrawiam 🙂

      • marta, 18 marca 2018, 5:56 pm
      • Autor

      Odpowiedz

      No niestety żaden inny zamiennik gaury mi nie przychodzi do głowy a ta niestety u mnie nawet jednoroczną nie jest.
      W kompoście zimowałam jedynie rośliny w doniczkach – takie których nie udało mi się posadzić jesienią. Nie wiem czy dalie przeżyją takie zimowanie – u mnie kompost (a duży pojemnik ma 1,5 x1,5 m) jest do cna zamarznięty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.