Mad Gardener's World

Ogród Krystyny

Z wielką radością zimą wracam do zdjęć i wizyt sprzed wielu miesięcy.  Ogród Krysi odwiedziłam przy okazji wielkiej wyprawy lubelsko-zamojskiej w sierpniu 2015 r.  Z tamtej podróży pokazałam już ogród Vity, dzisiaj nadszedł czas na Zamojszczyznę. Dzięki gospodyniom  i fantastycznej organizacji te wspomnienia na dłużej ze mną pozostaną.

Krystynę znałam wcześniej, ale tylko wirtualnie  jeszcze z grupy dyskusyjnej pl.rec.ogrody. Nawet czasem wymieniałyśmy się roślinami, chociaż wymiana to za duże słowo.  Zazwyczaj na moją jedną bidną sadzonkę przypadały ze 3 sztuki  od Krysi:)  Jednakże trudno zrewanżować się komuś kto uprawia już prawie wszystko:)  Ale powoli… To między innymi zasługa Krystyny że wiele lat temu tak pokochałam trawy, wtedy mniej dostępne i mniej popularne. Moja pierwsza piórkówka, trzęślica, turzyca i nie wiem co jeszcze mają swój rodowód pod Zamościem.  Wyprawa do Zamościa była jak ekscytująca podróż w miejsce prawie już mi znane.

Byliśmy tam większą grupą i zostaliśmy przyjęci po królewsku.  Nawet powitalny  transparent był (niestety fotek nie mam).  A potem spacer po ogrodzie.

Tamto lato było wyjątkowo upalne, na wschodzie Polski wybitnie dało w kość nie tylko ogrodnikom ale i rolnikom. Pamiętam że jadąc  przez wsie na Lubelszczyźnie z niedowierzaniem patrzyłam na wyschniętą ziemię i  całe zaschnięte żywopłoty, umierające drzewa.  Ogród Krystyny jak na tę pogodę i porę roku  dobrze dawał sobie radę. Zapewne dzięki wielu staraniom gospodyni.

Oczywiście rzuciłam się na trawy.

Chociaż ogród nie jest mały to na zdjęciach wydaje się jeszcze większy. Do tego naprawdę nie wiem do dziś  jak Krystyna upycha tam te wszystkie rośliny.

Ponieważ wątek o ogrodzie Krysi odwiedzam systematycznie mniej więcej wiem jakie są jej zainteresowania. Obok rzeczonych traw kolekcja rozchodników:

Mnie zawsze imponuje i inspiruje u Krystyny jej  ciekawość świata, chęć poznawania nowych roślin. Bo ciężko w całej  jej kolekcji znaleźć jakiś ukochany fragment.  Wśród traw pochowały się byliny mniej znane, mniej popularne i mniej może efektowne,  co wcale nie znaczy że nie są piękne czy niewarte uprawy. Ta naparstnica skradła moje serce.

Poza tym w ogrodzie panuje bardzo duża różnorodność pod względem warunków – są miejsca słoneczne, są cieniste, są  wilgotne. To duże pole do popisu – im różnorodność  w warunkach większa ty możliwości uprawy  bogatsze.  Wschodnia część Polski to często znacznie lepsze gleby niż u mnie na południu, do tego jeśli karmione przez wiele lat kompostem własnej roboty….

Trochę ze względu na pogodę ale też z powodu roślinności wiele czas spędziliśmy w cieniu pod drzewami. Tam znajduje się ogromna kolekcja roślin poszycia leśnego, czasem są gatunki prawie w Polsce niespotykane, często trudno dostępne i trudne w uprawie.  Myślę by ją w pełni docenić należałoby do Krystyny  zajrzeć wiosną.  Ja próbuję sobie wyobrazić bajkowe kolory trójlistów, epimediów, zawilców, fiołków, miodunek ale także cebulowych na przedwiośniu.   Poza tym w ogrodzie mnóstwo roślin o których wcześniej na oczy nie widziałam, pojawiających się czasem tylko w ogrodach botanicznych czy w prywatnych kolekcjach pasjonatów takich jak Krystyna. Rośliny dzikie to także taki konik Krysi.

Uprawa takiego ogrodu to nie tylko cierpliwość i pokora, to również wiedza i doświadczenie zbierane przez lata. I to jest wartość bezcenna, którą Krystyna chętnie dzieli się na forum Tabazy oraz tworząc nowe opisy roślin. Sporo roślin pochodzi z siewu, na kwitnienie niektórych trzeba czekać kilka lat.To  jest właśnie  dla mnie kwintesencja prawdziwego ogrodnictwa – chęć zdobywania nowych doświadczeń, umiejętność obserwacji i wyciągania wniosków.  Nie sztuką jest kupić gotowe sadzonki i na dodatek je zmarnować.  Zresztą w ogrodzie ukryta jest mała szklarenka  i rozsadnik.  Nie ukrywam, że prawie każdy z gości coś uszczknął z tych bogatych zasobów…

Odnoszę wrażenie że takich pasjonatów, takich ogrodów i takiego pomysłu na ogrodowanie jest coraz mniej. A szkoda, bo w dobie szybkiej konsumpcji przydałoby nam się trochę spowolnienia. Takie też ma się też wrażenie, że w tym ogrodzie nie tyle czas co świat się zatrzymał.  Wielkie serce gospodyni, ogrom pracy i systematyczność sprawiają że tutaj liczą się przede wszystkim rośliny – nie ważne czy nasze rodzime, czyt z Azji lub którejś z Ameryk. Wszystkie istotne, bo ich istnienie w przyrodzie zawsze ma jakiś sens.

Spodobało mi się, że nawet tak prozaiczne miejsce jak wejście do piwniczki zostało dobrze wykorzystane.

I jak zawsze czegoś szkoda – szkoda że czasu tak mało, że grupa się rozpierzchła po ogrodzie i mało mam zdjęć całościowych, że upał doskwierał i że ogród tak daleko…  Bo w ogrodzie nie tylko byliny, to także drzewa i krzewy. Ale czasu mało, mało…

Ogród był ucztą samą w sobie, ale jak to zwykle bywa w zaprzyjaźnionych  ogrodach tak i tutaj poczęstunek był iście królewski.  Domowej roboty wędliny śnią mi się do dzisiaj:)

 

Tekst i zdjęcia Marta Góra

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.