Ratujemy bukszpany – Cydalima perspectalis (ćma bukszpanowa)

Bukszpany chociaż znane i uprawiane w Polsce od wieków obecnie na nowo przeżywają renesans.  W ogrodach pojawiają się coraz częściej  –  zwłaszcza formy strzyżone i formowane.  Niestety nie są to rośliny bezproblemowe.  Najczęściej do formowania używa się bukszpanu wieczniezielonego  – Buxus sempervirens.  Gatunków i odmian bukszpanu można spotkać w ogrodach  niezliczone ilości.  Piękna i różnorodna kolekcja  z rodzaju Buxus  znajduje się w Arboretum w Wojsławicach.  Co rusz też przeprowadza się rewitalizację ogrodów przypałacowych – z ostatnich lat chociażby Wilanów czy Zamek Królewski na Wawelu.  Niestety od jakiegoś czasu ogrodnikom sen z oczy spędza pewna ćma z Azji –  Cydalima perspectalis. Doczekała się ona już nawet polskiej nazwy – ćma bukszpanowa.  Czy jesteśmy bezradni? Niekoniecznie. 

kilkunastoletni Buxus sempervirens ‚Suffruticosa’ w moim ogrodzie zimą – ta odmiana ma prawie idealny kulisty pokrój

Ćma bukszpanowa  jest przybyszem ze wschodniej Azji i prawdopodobnie została  do Europy przywleczona z importowanymi roślinami.  Już  ponad  10 lat temu  zaobserwowano  żerowanie tego motyla w Niemczech, potem pojawiał się w innych krajach Europy – Szwajcarii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Francji, Austrii, Chorwacji, Słowacji.  Tak też dotarł do Polski.  Wojewódzki  Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Krakowie potwierdził żerowanie  szkodnika na  krzewach bukszpanów w kilku miejscach w Krakowie.  Potwierdzono też występowanie ćmy bukszpanowej w innych częściach Małopolski a także w województwach dolnośląskim i opolskim.

Ogród poniżej położony jest w Śródmieściu w odległości spacerowej od Starego Miasta.  Nic nie zapowiada katastrofy.  Założenie oparte jest na żywopłotach z bukszpanu  i to one tworzą podstawowy szkielet  tego mini ogródka w typowym dla krakowskich kamienic podwórku.

Cydalima perspectalis to rodzaj motyla (ćmy) która na bukszpanach usiada dosłownie na chwilkę by złożyć tam swoje jaja.  Największe szkody wyrządzają gąsienice. Żywią się one liśćmi obgryzając wpierw te najbardziej miękkie i najsmaczniejsze dla nich części liści. Jeśli pożywienia jest zbyt mało zadowolą się nawet  częściowo zdrewniałymi częściami rośliny. Podobno lubują się też w innych gatunkach zimozielonych – ostrokrzewach, irgach czy laurowiśniach.  Nawet jeśli zaspokoją swój apetyt tylko fragmentami liści to zazwyczaj i tak osłabiona roślina umiera.

Zdjęcie poniżej to rozpaczliwe wołanie o pomoc – wystarczył kilkudniowy wyjazd by szkodnik zniszczył kilkudziesięcioletni okaz.   Jakość zdjęcia kiepska, bo robiona komórką i to nocą. Ogród położony jest przy innej kamienicy –  na krakowskich Dębnikach.  Niestety krzewów nie udało się uratować.  Mam nadzieję, że widać resztki po oprzędach.

Walka z Cydalima perspectalis jest utrudniona bo po pierwsze nie mają one u nas naturalnych wrogów. W swojej ojczyźnie larwy zjadane są przez szerszenia azjatyckiego (Vespa velutina), jednakże w Europie on prawie  nie występuje. Napisałam prawie, bo niewielka populacja została odkryta we Francji i tam faktycznie szkody na bukszpanach były mniejsze. Niestety  Cydalima perspectalis nie jest atrakcją dla ptaków, nie zjadają jej, do tego bukszpan jest gorzki i trujący tym samym owad może czuć się bezpieczny.  Kolejną  trudność stanowi fakt, że jaja składane są wewnątrz krzewów i łatwo przeoczyć nawet dorosłe larwy.  Motyl dobrze zaadoptował się w Europie – wydaje od wiosny do jesieni 2 lub 3 pokolenia. Na dodatek bardzo liczne.  

Jak zatem walczyć z tak trudnym przeciwnikiem?

Po pierwsze systematycznie zaglądać do środka krzewów – przynajmniej raz na 10-14 dni.  Jeśli szkodnik na nich żeruje dokładnie widać to też przy cięciu  – jak na zdjęciu poniżej.  Przed cięciem krzewy wyglądały na zdrowe. Po trzecie bezwzględnie palić resztki z cięcia.  Absolutnie nie należy ich kompostować ani wyrzucać do kosza na odpady. Same jaja trudno zauważyć, bo nie dość że schowane są wewnątrz krzewu to na dodatek ukrywają się na spodniej części liści. Jaja są małe, jasnożółte.

 

Przy cięciu warto podłożyć folię – dzięki temu możemy bez problemu posprzątać resztki z jajami.

Tak w zbliżeniu wygląda gąsienice  Cydalima perspectalis – trudno ją pomylić z innymi owadami. Charakterystyczne (i obrzydliwe) są też oprzędy oraz kokony pokryte czarnymi odchodami.   Ćmy, jak mało które motyle potrafią pleść misterne oprzędy.  Poczwarki ćmy bukszpanowej najwidoczniej przeobrażają się w motyla na krzewach bo gałęzie pokryte są całe białą wełnistą mazią.  Te oprzędy wyglądają jak długie, białe na dodatek lepkie wstęgi oplecione wokół gałązek i liści… brrr…. Dorosły okaz można zobaczyć tutaj.  Dorosłe motyle osiągają do 4cm rozpiętości skrzydeł, co czyni ten gatunek największym wśród europejskich przedstawicieli wachlarzykowatych. Mają dość charakterystyczne ubarwienie skrzydeł, więc nietrudno je rozpoznać.

 

Gąsienica  ćmy bukszpanowej – zdjęcia zrobione podczas serwisowania przez naszą firmę – Ogrody Perspektywa

Przyznam że widok szkodnika którego się nie zna, z którym nie wiadomo jak walczyć         i który na dodatek pojawia się w tak krótkim czasie tak licznie, może wpędzić w popłoch. Nas wpędził. I chociaż na palcach jednej ręki mogę policzyć prewencyjne stosowanie środków ochrony roślin, zwłaszcza insekcydów to tutaj trochę z braku pomysłu i na ślepo zastosowałyśmy Mospilan 20 SP.  Jest systemicznym środkiem nowej generacji, ma też szerokie spektrum zastosowania. Do tego jest odporny na warunki atmosferyczne. 

 

Kolejny etap to było poszukiwanie  skuteczniejszej i sprawdzonej  metody.  Przeszukując zasoby internetu trafiłam w końcu na anglojęzyczne strony i kilka artykułów o tej ćmie. Wg brytyjskich ogrodników (zresztą w Polsce również) nie zauważono by motyl pojawiał się poza ogrodami – jest więc szansa by spróbować przynajmniej trochę go powstrzymać i ograniczyć liczebność.  Można to zrobić za pomocą pułapek feromonowych, które wabią dorosłe męskie osobniki. U motyli zapachy mają ogromne znaczenie –  to właśnie poprzez zapachy obie płcie wabią się nawzajem.  By powstało jajo musi dojść do zapłodnienia.  Pomysł z pułapką feromonową wydaje się więc być strzałem w dziesiątkę.  Ponieważ z takimi pułapkami miałam już wcześniej do czynienia w przypadku szrotówka kasztanowcowiaczka i efekty są naprawdę zadowalające  (nie rozumiem dlaczego tak rzadko stosuje się tę metodę) postanowiliśmy  wspólnie z właścicielami ogrodu spróbować.  Pułapkę wraz z feromonami zamówiłam w Anglii – koszt wraz z przesyłką wahał się w granicach 50 funtów (ok 250 zł).

Pułapka to typowa pułapka kominkowa:

Pułapkę napełnia się niewielką ilością wody z dodatkiem płynu do naczyń. Do kominka należy założyć ampułkę (dyspenser) z feromonami i powiesić w ogrodzie na wysokości 1,5 -2 m.

Jedna pułapka wystarcza na obszar ok 1000 do  2500 m2, jednak w przypadku gdy ogród podzielony jest na przykład wysokimi drzewami lub budynkiem producent zaleca zastosowanie po jednej pułapce w każdej części ogrodu. Do zestawu dołączone są poza pułapką cztery ampułki z feromonami i instrukcja obsługi.  Ampułki należy wymieniać co 5-6 tygodni począwszy do marca/kwietnia aż do jesieni. Czyli właściwie mamy ochronę na cały sezon.  Należy też pamiętać o systematycznym wymienianiu wody z płynem – najlepiej co 7-10 dni.  Da nam to też obraz o stanie i liczebności motyli.

Nasza pułapka zawisła późnym latem, nie wiem czy szkodniki gdzieś się przeniosły  czy było ich już  niewiele – w każdym razie udało nam się do niej złapać trochę dorosłych osobników.  Na bukszpanach nie pojawiło się też kolejne pokolenie.  Dało nam to nadzieję i sygnał, że w jakimś stopniu pułapka działa.

Pułapki feromonowe są bezpieczne w stosowaniu, całkowicie ekologiczne (no może poza tym że zrobione z plastiku) i zupełnie nieszkodliwe dla środowiska oraz innych owadów.  Chociaż wydaje mi się to oczywiste to jednak napiszę –  nie należy na tego motyla stosować innych feromonów, bo nie będą działać.  Pułapkę wraz z zestawem feromonów można nabyć tutaj.  Można też samą pułapkę kupić w Polsce (lub wykonać samodzielnie) a w Anglii zamówić jedynie feromony.  Koszt będzie na pewno niższy.

Dodatkowo Anglicy zalecają opryskiwanie bukszpanów naturalnymi środkami opartymi na wyciągach ze złocieni (mnie się jednak wydaje że mogło chodzić o wrotycz).   Nasze bukszpany zostały jeszcze dwa razy potraktowane Mospilanem a pułapka wisiała na drzewie do późnej jesieni. Na pewno też zawiśnie tam wiosną.  Ja mam nadzieję, że silne mrozy w styczniu trochę ograniczą liczebność szkodnika  – jednak nie łudzę się że na zawsze. Bo nawet jeśli nie przetrwał w Polsce to zapewne ma się dobrze gdzieś u naszych zachodnich lub południowych sąsiadów i ponownie z czasem się pojawi.

Warto też pamiętać o innej ważnej rzeczy  – mianowicie o kwarantannie –  kupując nowe bukszpany wstrzymajmy się z sadzeniem do 3 tygodni. Jeśli rośliny będą zdrowe z powodzeniem możemy je posadzić w ogrodzie.

I powtórzę – na wszelki wypadek wszystkie odpady po pielęgnacji bukszpanów spalajmy.

 

I „nasz” ogród:) Chciałabym go widzieć w takiej kondycji za pół roku.

Na koniec znalazłam jeszcze tekst rezolucji – podjęcie tego tematu na forum Parlamentu UE świadczy o tym, że problem jest poważny.

Parlament Europejski,

–  uwzględniając art. 168 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej,

–  uwzględniając dyrektywę Rady 2000/29/WE z dnia 8 maja 2000 r. w sprawie środków ochronnych przed wprowadzaniem do Wspólnoty organizmów szkodliwych dla roślin lub produktów roślinnych i przed ich rozprzestrzenianiem się we Wspólnocie(1),

–  uwzględniając art. 133 Regulaminu,

A.  mając na uwadze, że gatunek Cydalima perspectalis, zwany również ćmą bukszpanową, jest obecny na terenie Europy od 2007 r. oraz że w 2012 r. spowodował on poważne szkody w lasach i uprawach bukszpanu w 16 państwach członkowskich UE, na przykład w rezerwacie przyrody w Grenzach-Wyhlen w 2010 r.;

B.  mając na uwadze, że gatunek ten jest od 2007 r. uznawany przez Europejską i Śródziemnomorską Organizację Ochrony Roślin za gatunek inwazyjny;

C.  mając na uwadze, że wykazano skuteczność środków owadobójczych, np. deltametryny czy diflubenzuronu, oraz biopestycydów, w zapobieganiu inwazjom gatunku Cydalima perspectalis, a niektóre parazytoidy okazały się stosunkowo skuteczne w zwalczaniu tego szkodnika;

apeluje się do Komisji o:

1.  uznanie gatunku Cydalima perspectalis za organizm szkodliwy na podstawie dyrektywy 2000/29/WE;

2.  wspierania, w szczególności za pomocą istniejących programów dotacji, badań naukowych ukierunkowanych na znalezienie rozwiązań biologicznych umożliwiających zwalczanie gatunku Cydalima perspectalis;

3.  wsparcie wprowadzenia wspólnego monitorowania gatunku Cydalima perspectalis za pośrednictwem właściwych agencji unijnych.

 

Tekst Marta Góra

Zdjęcia Ogrody Perspektywa  oraz inni zaprzyjaźnieni ogrodnicy;)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Ogród Krystyny

Z wielką radością zimą wracam do zdjęć i wizyt sprzed wielu miesięcy.  Ogród Krysi odwiedziłam przy okazji wielkiej wyprawy lubelsko-zamojskiej w sierpniu 2015 r.  Z tamtej podróży pokazałam już ogród Vity, dzisiaj nadszedł czas na Zamojszczyznę. Dzięki gospodyniom  i fantastycznej organizacji te wspomnienia na dłużej ze mną pozostaną.

Krystynę znałam wcześniej, ale tylko wirtualnie  jeszcze z grupy dyskusyjnej pl.rec.ogrody. Nawet czasem wymieniałyśmy się roślinami, chociaż wymiana to za duże słowo.  Zazwyczaj na moją jedną bidną sadzonkę przypadały ze 3 sztuki  od Krysi:)  Jednakże trudno zrewanżować się komuś kto uprawia już prawie wszystko:)  Ale powoli… To między innymi zasługa Krystyny że wiele lat temu tak pokochałam trawy, wtedy mniej dostępne i mniej popularne. Moja pierwsza piórkówka, trzęślica, turzyca i nie wiem co jeszcze mają swój rodowód pod Zamościem.  Wyprawa do Zamościa była jak ekscytująca podróż w miejsce prawie już mi znane.

Byliśmy tam większą grupą i zostaliśmy przyjęci po królewsku.  Nawet powitalny  transparent był (niestety fotek nie mam).  A potem spacer po ogrodzie.

Tamto lato było wyjątkowo upalne, na wschodzie Polski wybitnie dało w kość nie tylko ogrodnikom ale i rolnikom. Pamiętam że jadąc  przez wsie na Lubelszczyźnie z niedowierzaniem patrzyłam na wyschniętą ziemię i  całe zaschnięte żywopłoty, umierające drzewa.  Ogród Krystyny jak na tę pogodę i porę roku  dobrze dawał sobie radę. Zapewne dzięki wielu staraniom gospodyni.

Oczywiście rzuciłam się na trawy.

Chociaż ogród nie jest mały to na zdjęciach wydaje się jeszcze większy. Do tego naprawdę nie wiem do dziś  jak Krystyna upycha tam te wszystkie rośliny.

Ponieważ wątek o ogrodzie Krysi odwiedzam systematycznie mniej więcej wiem jakie są jej zainteresowania. Obok rzeczonych traw kolekcja rozchodników:

Mnie zawsze imponuje i inspiruje u Krystyny jej  ciekawość świata, chęć poznawania nowych roślin. Bo ciężko w całej  jej kolekcji znaleźć jakiś ukochany fragment.  Wśród traw pochowały się byliny mniej znane, mniej popularne i mniej może efektowne,  co wcale nie znaczy że nie są piękne czy niewarte uprawy. Ta naparstnica skradła moje serce.

Poza tym w ogrodzie panuje bardzo duża różnorodność pod względem warunków – są miejsca słoneczne, są cieniste, są  wilgotne. To duże pole do popisu – im różnorodność  w warunkach większa ty możliwości uprawy  bogatsze.  Wschodnia część Polski to często znacznie lepsze gleby niż u mnie na południu, do tego jeśli karmione przez wiele lat kompostem własnej roboty….

Trochę ze względu na pogodę ale też z powodu roślinności wiele czas spędziliśmy w cieniu pod drzewami. Tam znajduje się ogromna kolekcja roślin poszycia leśnego, czasem są gatunki prawie w Polsce niespotykane, często trudno dostępne i trudne w uprawie.  Myślę by ją w pełni docenić należałoby do Krystyny  zajrzeć wiosną.  Ja próbuję sobie wyobrazić bajkowe kolory trójlistów, epimediów, zawilców, fiołków, miodunek ale także cebulowych na przedwiośniu.   Poza tym w ogrodzie mnóstwo roślin o których wcześniej na oczy nie widziałam, pojawiających się czasem tylko w ogrodach botanicznych czy w prywatnych kolekcjach pasjonatów takich jak Krystyna. Rośliny dzikie to także taki konik Krysi.

Uprawa takiego ogrodu to nie tylko cierpliwość i pokora, to również wiedza i doświadczenie zbierane przez lata. I to jest wartość bezcenna, którą Krystyna chętnie dzieli się na forum Tabazy oraz tworząc nowe opisy roślin. Sporo roślin pochodzi z siewu, na kwitnienie niektórych trzeba czekać kilka lat.To  jest właśnie  dla mnie kwintesencja prawdziwego ogrodnictwa – chęć zdobywania nowych doświadczeń, umiejętność obserwacji i wyciągania wniosków.  Nie sztuką jest kupić gotowe sadzonki i na dodatek je zmarnować.  Zresztą w ogrodzie ukryta jest mała szklarenka  i rozsadnik.  Nie ukrywam, że prawie każdy z gości coś uszczknął z tych bogatych zasobów…

Odnoszę wrażenie że takich pasjonatów, takich ogrodów i takiego pomysłu na ogrodowanie jest coraz mniej. A szkoda, bo w dobie szybkiej konsumpcji przydałoby nam się trochę spowolnienia. Takie też ma się też wrażenie, że w tym ogrodzie nie tyle czas co świat się zatrzymał.  Wielkie serce gospodyni, ogrom pracy i systematyczność sprawiają że tutaj liczą się przede wszystkim rośliny – nie ważne czy nasze rodzime, czyt z Azji lub którejś z Ameryk. Wszystkie istotne, bo ich istnienie w przyrodzie zawsze ma jakiś sens.

Spodobało mi się, że nawet tak prozaiczne miejsce jak wejście do piwniczki zostało dobrze wykorzystane.

I jak zawsze czegoś szkoda – szkoda że czasu tak mało, że grupa się rozpierzchła po ogrodzie i mało mam zdjęć całościowych, że upał doskwierał i że ogród tak daleko…  Bo w ogrodzie nie tylko byliny, to także drzewa i krzewy. Ale czasu mało, mało…

Ogród był ucztą samą w sobie, ale jak to zwykle bywa w zaprzyjaźnionych  ogrodach tak i tutaj poczęstunek był iście królewski.  Domowej roboty wędliny śnią mi się do dzisiaj:)

 

Tekst i zdjęcia Marta Góra

Zapisz

Zapisz

Smo(g)k nie tylko wawelski…..

….Czyli siwy dym. O tym będzie ten przydługi post. Tak się składa że mieszkam w jednym z najbardziej zanieczyszczonych rejonów Polski, ba nawet Europy. Małopolska  i sąsiedni  Śląsk biją niechlubne rekordy w tym względzie. Smog jest nienaturalnym zjawiskiem atmosferycznym powstałym na skutek mgły, dużej wilgotności powietrza i przede wszystkim działania człowieka emitującego do atmosfery szkodliwe pyły i zanieczyszczenia.  O tym jak tragiczny może być w skutkach przekonali się Londyńczycy 60 lat temu. Zachęcam do przeczytania artykułu.

Pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da, chociażby geografii… Zarówno Kraków jak i wiele mniejszych górskich miejscowości położonych jest  w kotlinach, w zakolach rzek.  Na dodatek w samym Krakowie zjawisko silnego wiatru występuje nader rzadko co nie sprzyja skutecznemu wietrzeniu miasta.  To co przeciętny mieszkaniec Krakowa wdycha rocznie to równowartość  2000 wypalonych papierosów. Małopolska i Śląsk należą też do rejonów Polski o gęstym  zaludnieniu – tutaj  ilość mieszkańców na 1 km2  jest wyższa czasem dwu- lub trzykrotnie niż w innych częściach kraju. To oczywiście wiąże się z większą ilością domów, samochodów, śmieci itd…  Myśląc że tylko systemowe rozwiązania dadzą długotrwały efekt jesteśmy w błędzie. Warto podnosić swoją świadomość ekologiczną by oddychać czystszym powietrzem ale też by pozostawić kolejnym pokoleniom znośne warunki do życia.  Ja osobiście wierzę w to, że gdyby większość z nas miała na sercu  otaczający nas świat byłby on znacznie lepszy. Według mnie to właśnie my, ogrodnicy, miłośnicy przyrody powinniśmy głośno mówić o tym co dzieje się źle. I próbować uświadamiać innych ludzi.

 

Wiele lat temu na rynku pojawiła się gra o tytule Sim City. Graliście? Bo ja tak.  Z perspektywy czasu myślę o tym jak piękna to była symulacja ukazująca w prosty i nieskomplikowany sposób do czego może doprowadzić degradacja środowiska.

Co zatem sami możemy zrobić?

Energia – nieważne pod jaką postacią – to jej produkcja powoduje ogromne ilości zanieczyszczeń wydostających się do atmosfery.  Mieszkamy w takiej a nie innej strefie klimatycznej i do ogrzania swoich domów i mieszkań potrzebujemy jej naprawdę sporo. Idealnym rozwiązaniem byłoby mieszkać w nowoczesnych domach z odnawialnymi źródłami energii, ale te rozwiązania są bardzo kosztowne. I jak zwykle przemawia rachunek ekonomiczny.  1/4 domów w Małopolsce pozbawiona jest całkowicie termoizolacji – do ogrzania tych domów potrzeba więc znacznie więcej energii.  Warto poszukać programów (wiele gmin takie wdraża), dotacji. Być może znajdzie się odpowiednie rozwiązanie, które nie zdrenuje do końca naszych kieszeni a w przyszłości pozwoli zaoszczędzić energię co za tym idzie nasze zdrowie, środowisko i  pieniądze.  Jak zwykle zazwyczaj wygrywa czynnik ekonomiczny, ceny gazu od lat szybują w górę.  W efekcie w Małopolsce 3/4 domów ogrzewana jest tzw kopciuchami.  Wprawdzie Kraków walczy ze smogiem wprowadzając obowiązek wymiany pieców, ale… znów statystyka. Wymieniono dotychczas 3 tys pieców, natomiast na rynek trafiło 13 tys nowych „kopciuchów”.   Zmiany w samym mieście na niewiele się zdają jeśli sąsiednie gminy – tzw sypialnie, systematycznie podtruwają miasto. Taki spektakularnym przykładem jest Skała. Inne mniejsze  miejscowości regionu również nie pozostają w tyle – Żywiec, Sucha Beskidzka, Wadowice, Rabka, Zakopane… Na początku grudnia  Zarząd Województwa Małopolskiego przyjął projekt uchwały antysmogowej dla Małopolski. Projekt będzie wdrażany przez najbliższe kilka lat. Zwlekanie z wymianą pieca nie ma więc większego sensu.  Katastrofalne jest spalanie mułu i miału węglowego, mokrego drewna że o śmieciach nie wspomnę (tak ludzie palą śmieciami i różnego rodzaju odpadami produkcyjnymi – to zmora między innymi  Kalwarii Zebrzydowskiej i jej okolic, mekki stolarzy i obuwników). Tak naprawdę to w piecu następuje jedynie częściowe spalanie tych materiałów stałych, bo w pierwszej kolejności ulegają one tak zwanemu wytlewaniu, podczas którego do atmosfery emitowane są nie tylko substancje rakotwórcze, ale też  amoniak,  fenole, metale ciężkie, tlenek węgla.  Ogrzewając dom paliwem stałym warto zainteresować jego jakością i na pewno techniką rozpalania od góryZdecydowanie też  warto zagłębić temat oszczędzania  ciepła –  termostaty na grzejnikach, odsłanianie kaloryferów, zasuwanie rolet nocą gdy temperatury są najniższe, obniżanie temperatury w nieużywanych pomieszczeniach oraz w czasie gdy śpimy albo jesteśmy w pracy, ewentualnie uszczelnienie okien, drzwi i innych otworów które generują duże straty ciepła (oczywiście nie dotyczy to wentylacji i kominów)  itd itd…   Pamiętajmy, że obniżenie temperatury o 1 stopień w ciągu całego sezonu grzewczego może dać oszczędności rzędu 5 % i więcej.  Przegrzewanie nie jest wcale zdrowe.  Częstym błędem jest duże obniżanie temperatury w domu gdy jesteśmy poza nim –  wprawdzie przy niższej temperaturze straty ciepła są mniejsze, ale po powrocie do domu gdy „hajcujemy” na całego te straty będą znaczne.  Musimy nagrzać nie tylko powietrze ale i wyziębione ściany, meble i inne sprzęty. W efekcie spalimy i tak tyle samo gazu czy węgla.   Różnica  temperatur nie powinna być większa niż 2-3 stopnie.  Znaczne obniżenie temperatury ma jedynie sens przy dłuższych, co najmniej kilkudniowych wyjazdach.  Nieważne jaki mamy kocioł – stary czy nowy,  węglowy czy gazowy – zakup czujnika tlenku węgla zapewni nam bezpieczny i zdrowy sen. Tuż przed Świętami taki czujnik prawdopodobnie uratował życie mojej mamie alarmując gdy stężenie tlenku węgla przekroczyło normę.  Dobre urządzenie jest na tyle czułe że uruchomi się zanim dojdzie do jakichkolwiek ubocznych  skutków zdrowotnych, wystarczy szybko solidnie przewietrzyć wszystkie pomieszczenia. Koszt – kilkadziesiąt złotych. Bo życia ludzkiego na pieniądze przeliczyć się nie da.

Zdecydowanie też warto oszczędzać energię elektryczną – polskie elektrownie zasilane są głównie  węglem.  Tylko 10 % to elektrownie wodne.  I jak w przypadku ciepła tak i tutaj  możemy zaoszczędzić energię co za tym idzie nasze zdrowie, środowisko i  pieniądze.

Kupując nowy sprzęt gospodarstwa domowego warto zainwestować w sprzęt klasy co najmniej A+, wymienić żarówki na energooszczędne żarówki LED –  po jakimś czasie powinny nam się te inwestycje zwrócić  ale…  Wysokie rachunki generujemy my sami swoimi złymi nawykami.  Czy na pewno małej rodzinie potrzebna jest lodówka na 350 l pojemności, pralka o ładowności 6 kg (ja sama od ponad 20 lat mam pralkę o pojemności 3,5 kg  kg – pierwsza była uwarunkowana brakiem miejsca, druga to był już świadomy zakup), zmywarki na 3 komplety naczyń.  Ładujmy pralkę, zmywarkę  do pełna,  starajmy się by lodówka nie świeciła pustkami (pusta lodówka pobiera więcej energii niż zapełniona – tu działa podobna zasada jak w przypadku ogrzewania), nie stawiajmy jej blisko źródeł ciepła, włączajmy telewizor, komputer itd tylko w momencie gdy są używane.  Nawet gdy śpimy nasze urządzenia pozostawione w stanie czuwania  pobierają energie elektryczną. W przypadku dobrego wykorzystania pralki i zmywarki dodatkowo oszczędzamy wodę.  Warto do tego dorzucić  jeszcze kąpiele – przy kilkuminutowym prysznicu zużyjemy znacznie mniej wody i energii niż przy codziennym napełnianiu wanny.   Oczywiście nie chodzi o obsesyjne oszczędzanie, ale starajmy się wyrobić i utrwalać   pewne dobre nawyki.  Na pewno warto prześledzić które urządzenia są najbardziej energochłonne  i te wymienić lub oszczędniej z nich korzystać.  Kilka lat temu zrezygnowałam całkowicie z czajnika elektrycznego, założyliśmy też  ledowe żarówki. Oszczędności sięgnęły średnio 25 zł miesięcznie, co w skali roku daje aż 300 zł.  Mimo że cena za energię stale rośnie, moje rachunki utrzymują się mniej więcej na tym samym poziomie.  Pozbyłam się też starej pożerającej masę energii lodówki, potem niepotrzebnej już zamrażarki. Zakup nowego urządzenia był starannie przemyślany.  Dla mnie ważne też było przy zakupie by sprzęt można było precyzyjnie zaprogramować – w tym przypadku zarówno temperaturę chłodzenia jak i mrożenia.  Nowe urządzenia wykorzystują masę nowoczesnych technologii które pozwalają nam oszczędzać energię.  Pralki same ważą ilość prania i dobierają odpowiednią ilość wody, odpowiednio zaprogramowany smartfon, tablet, laptop, telewizor czy monitor wyłączy się sam gdy o tym zapomnimy.  Zdecydowanie warto z tych technologii korzystać.   Ja osobiście mam  pewne noworoczne postanowienia  –  ograniczyć używanie mikrofalówki (głównie w niej coś rozmrażam albo podgrzewam), zdecydowanie częściej używać termoobiegu w który wyposażony jest mój piekarnik   i zakup nowych garnków. Tak garnków… Takich, które szybko się nagrzewają, trzymają ciepło  i mają szczelne pokrywki.

 

Transport  to kolejna bolączka, zwłaszcza dużych aglomeracji. To on w dużej mierze generuje ogromne zanieczyszczenia. Co możemy zrobić my? Sporo.  Przede wszystkim warto korzystać z samochodu rozsądnie i jeśli to możliwe przesiąść się na transport publiczny czy rower.  Obserwuję, zwłaszcza w małej miejscowości że z każdym rokiem jest coraz gorzej.  Wyprawa  do sklepu, kościoła, szkoły oddalonej 500 czy 800 m od domu odbywa się za pomocą samochodu.  Trochę ruchu czy wejście po schodach nikomu zdrowemu na pewno nie zaszkodzi.   Ostatnio natknęłam się na takiego mistrza kierownicy, który zaparkował tak, iż zastawił rampę dla wózków  przy supermarkecie mimo że na parkingu było miejsce.  Mnie zdrowej ciężko było się przecisnąć a co dopiero osobie na wózku. Wystarczy czasem tylko trochę empatii.   Co jeszcze?  Wspólne wyjazdy do pracy, widzę że w okolicy często praktykowane, wspólne dalsze podróże. Bez sensu wozić w samochodzie wyłącznie powietrze…  Powinniśmy też  systematycznie dbać o swój  samochód i jakość tankowanego paliwa.  To wszystko również  przełoży się na złotówki. I oczywiście na środowisko.

Jednak transport to również te wszystkie produkty które przynosimy ze sklepu. Od żywności, ubrań i innych drobiazgów po sprzęt i meble. Często by do nas dotrzeć pokonują  setki tysięcy kilometrów  statkiem, samolotem, samochodem.   Dla mnie takim wstrząsem był kiedyś tam obejrzany film o produkcji kwiatów ciętych i mrocznym interesie który za tym się kryje. Od tamtego czasu cięte kwiaty kupuję od wielkiego dzwonu i sama ich nie lubię dostawać (no chyba że pochodzą z lokalnego targu – ale te zazwyczaj mam we własnym ogrodzie).  Limit zakupu kwiatów  na wiele lat wykorzystałam przy okazji ślubu syna.  Polecam artykuł. Czasem kusi mnie by kupić bukiecik róż czy tulipanów, ale zawsze po krótkiej chwili odkładam go na miejsce. Tym samym przechodzimy do kolejnego punktu, czyli Śmieci które codziennie znosimy do domu.

Z każdymi kolejnymi zakupami trafia do nas  solidna dawka śmieci. Większość osób które znam segreguje je wprawdzie i tym samym uspokaja swoje sumienie. Tyle, że tylko 10 % naszych segregowanych śmieci nadaje się do dalszego recyklingu.  Reszta trafia na wysypisko, do spalarni a to generuje ogromne zanieczyszczenie środowiska.  To my klienci mamy obowiązek świadomego wyboru tego co i gdzie kupujemy. Świetny wywiad z Marcinem Popkiewiczem o tym jak toniemy w śmieciach zamieściła kiedyś Gazeta Wyborcza.

  • Jedzenie – średnio jedna europejska rodzina marnuje rocznie żywność wartości ok 2 tys zł. Planujmy sensownie zakupy żywnościowe. Nadmiar można przetworzyć, zamrozić lub oddać potrzebującym.  Osobiście jestem fanką  mrożenia wszystkiego co tylko da się zamrozić. Możliwe że dostanę za to baty, ale na moim targu nie ma już praktycznie ludzi którzy sprzedają produkty z własnych działek i ogrodów. Warzywa i owoce pochodzą przede wszystkim z giełdy w Balicach.  A na giełdę trafiąją.. skąd? No właśnie.  Kupuję w marketach, gdzie oznaczono kraj pochodzenie. Przynajmniej mam wybór skąd pochodzą zjadane przez nas marchewki i jabłka.
  • Ubrania – ich produkcja to najbardziej „brudny” interes świata tuż po ropie naftowej.  Sama mam problem z kompulsywnymi zakupami.  Zdecydowanie jest lepiej niż wtedy gdy pisałam tamten post.  Jakiś czas temu przejrzałam swoje szafy i doszłam do wniosku że ubrań starczy mi na długo.  Zrobiłam solidną selekcję tego czego nie noszę i nosić nie będę.  Co z nimi zrobię? Wypuszczę w drugi obieg, część może uda mi się sprzedać, część oddam potrzebującym. Można też wymienić (w dużych miastach organizowane są imprezy na których można wymieniać ubrania). To co zostanie wrzucę do odpowiedniego pojemnika, być może trafią jeszcze do second handów albo zostaną przetworzone na czyściwo. Znoszone bawełniane t-shirty czy flanelowe koszule, polarowe bluzy na pewno przydadzą się do pracy w ogrodzie. Na pewno nie wrzucę niczego do śmieci.  Zrobiłam też już jakiś czas temu listę rzeczy które ewentualnie będą mi potrzebne.  O tym jak trudny jest recykling ubrań artykuł tutaj. Od dłuższego czasu śledzę tę stronę, kilka blogów o rozsądnym podejściu do rzeczy i z czasem dochodzę do wniosku że tak naprawdę niewiele potrzebujemy.   Stara zasada że lepiej mieć mniej rzeczy ale dobrej jakości ma dalej sens.  Bardzo uważnie analizuję skład kupowanych ubrań. Do produkcji jednej pary dżinsów potrzeba aż tyle wody ile wypijamy w ciągu 14 lat.  Mam też wrażenie że mając mniej ubrań, droższych i lepszej jakości bardziej przykładamy się o dbałości o nie.  Kiedyś buty, ubrania się reperowało, przerabiało, pruło swetry i dziergało na nowo. Na szczęście trend i moda na taki upcykling czyli reinkarnację  wraca. Zdecydowanie warto sprawdzać gdzie w jakich warunkach szyte są nasze ubrania. Bo to że coś jest szyte w Polsce nie znaczy że powstało zgodnie z zasadami fair trade. Przykładem chociażby jest los myślenickich szwaczek…  Generalnie coraz trudniej wyśledzić skomplikowany łańcuch dostaw poszczególnych elementów garderoby, nawet same wielkie koncerny nie są w stanie dokładnie określić skąd pochodzą guziki, suwaki, tkaniny itd.
  • Woda – konkretnie ta butelkowana generuje masę śmieci. Od dłuższego czasu wodę w butelkach kupuję okazjonalnie, głównie w czasie wyjazdów. W domu wystarcza mi ta z kranu. Jest na tyle dobrej jakości ze można ją bezpiecznie pić.  Za kilka złotych na allegro można nabyć test do domowego badania jakości wody. Ewentualnie można wodę z kranu  przegotować lub użyć dzbanka z filtrem.  Metod na pozbycie się chloru z wody jest znacznie więcej. Słodzonych napojów w plastiku nie kupuję wcale. Czasem zdarza mi się kupić jakiś sok, staram się by był w szkle.
  • Plastik – to jest dramat – począwszy właśnie od butelek pet po wszechobecne opakowania. Pakuje się w niego wszystko od żywności począwszy na reklamówkach z ciuchami kończywszy.  Podstawa to lniane czy bawełniane torby na zakupy, ja staram się mieć jedną zawsze przy sobie.  Staram się unikać kupowania produktów pakowanych w folię, zwłaszcza warzyw i owoców. Polecam woreczki  ze sznurka które można zabierać na zakupy. Detergenty ale także inne produkty warto kupować w jak największych opakowaniach. Lub szukać miejsc gdzie można przyjść z własnym. Coraz częściej można spotkać  sklepy gdzie wiele produktów sprzedaje się na wagę.  Ograniczenie ilość wytwarzanych śmieci to nie lada wyzwanie. Myślę że każdy powinien zacząć od diagnozy, czyli przejrzenia tego co w jakich ilościach wyrzuca. Dopiero wtedy można zacząć próbować małymi krokami zredukować ich ilość. Mnie w grudniu udało się prawie o połowę co jest nie lada sukcesem zważywszy na okres świąteczny.  O śmieciach można by zapewne napisać niejedną książkę.  Polecam też wpisanie w google hasła „zero waste” – na wielu blogach i stronach internetowych znajdziemy mnóstwo rad i porad jak zredukować produkowane przez nas śmieci. Mistrzem jest Bea Johnson, która zredukowała śmieci czteroosobowej rodziny do jednego słoika. W dwa lata. Lekki hardcor  ale można się sporo od niej nauczyć. Najważniejsza jest jednak świadomość – to co kupujemy to nasz wybór, który powinien być przemyślany.
  • Inne przedmioty – takie które nadają się do użytku a nie są nam potrzebne można sprzedać lub oddać za darmo na wielu serwisach internetowych.  Zdziwicie się co ludzie oddają i sprzedają.  Dajmy im szansę na drugie życie.  Możliwości jest tak dużo, że ciężko to wszystko wymienić.

Chodźmy na zakupy z listą.  Sklepy kuszą promocjami i innymi atrakcjami – lista pozwoli nam uniknąć kompulsywnych zakupów kolejnego żelu pod prysznic, zapachoej swieczki czy lakieru do paznokci.

Warto pamiętać że w wielu sklepach można nieprzemyślane zakupy zwrócić (kupując przez Internet mamy na to ustawowo 14 dni), że kupując nowy sprzęt rtv czy agd sprzedawca ma obowiązek przyjąć stary sprzęt. Podobnie jak samochodowy akumulator…  Zużyte baterie, żarówki –  w wielu sklepach są specjalne pojemniki gdzie można je wrzucać.  Ale przede wszystkim ogranicz zabieranie zbędnych opakowań i plastikowych toreb do każdego kupionego produktu. Używaj tych które już  masz i nadają się jeszcze do użytku. Korzystaj z  opakowań wielorazowego użytku.

Przy okazji przedświątecznej gorączki  tym roku udało mi się namówić najbliższych na mini listę prezentów choinkowych, dzięki temu udało się (przynajmniej mam taką nadzieję) uniknąć zakupu zbędnych i niepotrzebnych rzeczy. Udało mi się kupić tylko jedno opakowanie na prezenty, co jest dużym sukcesem.  Udało mi się też zrobić choinkę na ścianę – całkowity upcykling  – do jej stworzenia wystarczyły tyczki bambusowe (zostały po jakichś pnączach), suszone pomarańcze,  resztki gałązek jodły ze stroików i choinkowe żarówki LED  które miałam w szafie.  Trochę taśmy klejącej.  Koszt ok 2 zł (zakup pomarańczy) a efekt całkiem fajny:)

Ja wychowałam się w dość siermiężnych czasach, okres podstawówki i liceum przypadł na biedne lata 80-te gdy w sklepach nie było nic.  Tak trendy dzisiaj upcykling był na porządku dziennym.  I nie wiem jak przeżyliśmy bez tych wszystkich kosmetyków, detergentów,  jednorazowych chusteczek higienicznych, pampersów, nawilżających chusteczek do wszystkiego,  odżywek i witamin:)  I chociaż do tamtych czasów nie tęsknię  to jedno wiem na pewno,  śmieci produkowało się znacznie mniej a po mleko szło się do sklepu z własną butelką i koszykiem.  Różnica jest taka, że wtedy wyboru nie było – dzisiaj go mamy i powinniśmy mądrze z niego korzystać.

Ogród – zostawiłam sobie na koniec.  Po pierwsze kompostowanie.   Do kompostownika można wrzucać praktycznie wszystkie odpady z ogrodu plus wiele z kuchni. U mnie dodatkowo żwirek z kocich kuwet (używam drewnianego).   Własny kompost to podstawa ekologicznego prowadzenia ogrodu.  Nie pal i nie wyrzucaj odpadów z ogrodu – kompostuj, kompostuj i jeszcze raz kompostuj.  Wspaniale odżywisz tym glebę w ogrodzie. Jeśli nie mamy własnego ogrodu i możliwości kompostowania warto zainteresować się innymi sposobami pozbycia się odpadów z kuchni.  Może w okolicy jest miejski kompostownik, osiedle domów jednorodzinnych z ogródkami albo ogrody działkowe? Wielu ogrodników z radością przyjmie odpady nadające się do kompostowania.  Wszak potrafią z nich wyprodukować złoto. Mini kompostownik można  też założyć nawet na balkonie. Kompostować można też wytłoczki po jajakach, niezadrukowany papier i karton, tutki po papierze toaletowym. Dżdżownice je uwielbiają i dość szybko są w stanie je przerobić.   Jeśli obawiamy się zapachów  warto skorzystać z metody beztlenowej. Wystarczy w  google wpisać bokashi.

Tak oto wygląda wiaderko do bokashi. Zamknięcie jest na tyle szczelne, że można je trzymać również w kuchni.

Środki ochrony roślin i nawozy –  jeśli już decydujemy się na chemię w ogrodzie koniecznie trzymajmy się dawek na opakowaniach i używajmy jej zgodnie z przeznaczeniem oraz terminem stosowania.  Nie nadużywaj środki ochrony roślin i nawozów sztucznych bo przyniesie to więcej szkody niż pożytku.  Jest wiele naturalnych metod walki ze szkodnikami, chwastami.

Nie traktuj wieloletnich roślin jak jednorocznych – starajmy się wybierać takie rośliny, które przeżyją w gruncie w naszej strefie klimatycznej. Im bardziej egzotyczne gatunki tym większe prawdopodobieństwo że pokonały setki kilometrów. I że do ich produkcji użyto całą masę chemii.  Rozmnażaj samodzielnie rośliny, zwłaszcza byliny – można je wysiewać, dzielić. Nie ma sensu kupować ich w nadmiarze. To wcale nie jest trudne.  Dziel się ze znajomymi i przyjaciółmi nadmiarami z ogrodu i plonami.  Sortuj plastikowe doniczki rozmiarami i kształtami – wiele szkółek takie posortowane doniczki chętnie przyjmie z powrotem. Nadmiary można sprzedać lub oddać  w serwisach internetowych, wiele osób amatorsko rozmnaża rośliny i chętnie przyjmie nadmiary.  Zrezygnuj z kupowania modnych gadżetów – domki, karmniki dla ptaków, domki dla owadów można zrobić samodzielnie.  Nie kupuj plastikowych donic i innych tego typu „ozdób”  do ogrodu.  Ani to ładne ani gustowne…

Sadź drzewa liściaste –  to wielkie fabryki tlenu i mini oczyszczalnie powietrza. Im drzew w okolicy więcej tym lepsze powietrze wokoło.  Żaden żywopłot z żywotnika czy cisów nie zapewni takiej filtracji powietrza jak drzewa i krzewy liściaste.

 

Wielu z nas nie chce, nie ma czasu na to by angażować się w politykę, jednak zdecydowanie warto ją śledzić przynajmniej na poziomie lokalnym. To my wybieramy radnych i włodarzy miast, poprzez konsultacje społeczne, reagowanie na negatywne zjawiska pośrednio i bezpośrednio mamy wpływ na to co się dzieje w naszej okolicy. W podkrakowskiej Skale w grudniu stężenie szkodliwych pyłów przekroczyło normy o 2000 procent i nikt nie raczył informować o tym mieszkańców.  Przerażające bo strach wyjść z domu.

Reagujmy też i uświadamiajmy sąsiadów i znajomych.

Pewnie pomysłów na to by zadbać o to w jakich warunkach żyjemy jest całe mnóstwo. Chętnie posłucham kolejnych:) Dla mnie takim kopem w tyłek była przeprowadzka, ona głównie uświadomiła mi ile w ciągu wielu lat potrafiło się nazbierać „przydasiów”.  Pozbycie się wielu z nich uznaję za swój mały prywatny sukces.

Moja lista postanowień jest dłuuuuga i może uda mi się w przyszłym roku napisać co z nich udało się wdrożyć i zrealizować.  Małymi krokami będę się strać je po kolei wprowadzać w życie.

Tekst i zdjęcia Marta Góra

Post scriptum – niedługo po napisaniu tego postu ukazał się reportaż TVN o Kalwarii Zebrzydowskiej – to znakomity  przykład jak wiele zależy też od władz lokalnych. Żeby nie było tak całkiem pesymistycznie – Burmistrz moich rodzinnych Wadowic ma na szczęście zdanie odmienne o 180 stopni.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz